Facebook

20 lipca minęła 76 rocznica ostatniej akcji Batalionu „Zośka” przed Powstaniem Warszawskim.

Ostatnią akcją Batalionu „Zośka” przed rozpoczęciem Powstania Warszawskiego była akcja „Pawiak” przeprowadzona w nocy z 19 na 20 lipca 1944 r. Żołnierze Batalionu, wraz z innymi oddziałami wchodzącymi w skład Brygady Dywersyjnej „Broda 53” pod dowództwem kpt. Jana Kajusa Andrzejewskiego „Jana”, mieli zaatakować otoczone ponurą sławą więzienie Pawiak przy ul. Dzielnej. Atak ten miał zostać zsynchronizowany z ogólnym buntem więźniów na oddziale III Pawiaka. W tym celu na Pawiak przemycono broń i nawiązano kontakt z jednym ze strażników, który miał otworzyć cele.

 

Późnym wieczorem 19 lipca żołnierze pod dowództwem kpt. „Jana” zajęli pozycje na Cmentarzu Powązkowskim. Wtedy jednak przyszedł rozkaz od ppłk. Jana Mazurkiewicza „Sępa”, który od lipca 1944 roku pełnił funkcję nowego dowódcy Kedywu KG AK. Nakazał on odwołać żołnierzy ze względu na to, że według otrzymanych meldunków Niemcy wiedzą o planowanej akcji i jest to najprawdopodobniej ich prowokacja.

 

Kapitan „Jan” zwinął większość oddziałów. Pozostawił jednak na cmentarzu niewielką grupę osłonową, złożoną z żołnierzy por. „Sawicza”, która miała zająć się zgromadzoną bronią. Przy okazji mieli przerzucić do Kampinosu więźniów, którzy jakimś cudem zdołali by wywalczyć sobie drogę ucieczki z Pawiaka.

 

Niestety, żołnierze ci zostali zaatakowani przez Niemców. Podczas walki sześciu z nich poległo, czterech zaś zostało rannych i aresztowanych. Zostali poddani brutalnemu śledztwu. Wojnę przeżył tylko jeden z nich. Niewielka grupa zdołała się wycofać na Żoliborz, tracąc jednego żołnierza w starciu w okolicach Dworca Gdańskiego. Zostali oni następnie podporządkowani dowódcy batalionu „Zośka”.

 

Nikt z Pawiaka się nie wydostał. Strażnicy otworzyli wprawdzie cele o czasie, lecz nie wszystkie. Więźniowie nie zdołali też zdobyć więziennego magazynu broni. Niemcy, którzy ściągnęli posiłki, zdołali stłumić bunt. Ich odwet był zaś bardzo krwawy. Jeszcze 20 lipca rozstrzelali oni na więziennym dziedzińcu 80 więźniów, a następnego dnia kolejnych 300. Pogrom przetrwało jedynie kilku aresztantów, którzy byli tak zwanymi funkcyjnymi (czyli wykonywali prace na terenie więzienia).

 

 

Rafał Brodacki: Działalność batalionów „Zośka” i „Parasol” w konspiracji. Szkic historyczny.